Mieliśmy już kiedyś do czynienia z filmem zrobionym od początku do końca na komputerze, który nie był infantylną bajką. Final Fantasy… Pamięta ktoś? Nie? No właśnie, bo produkcja ta, mimo że bardzo udana, wciągająca i genialnie przygotowana graficznie, przeszła bez większego rozgłosu. W sumie to ciężko się dziwić, skoro nasi genialni tłumacze ochrzcili ją mianem Fikcji Absolutnej… Mało kto zorientował się, o co w ogóle chodzi, co to za film. Przełożyło się to na marniutkie wyniki finansowe, które ledwo pokryły budżet filmu.
Można było się spodziewać, że klapa Final Fantasy odciągnie ambitnych twórców od inwestowania w pełnometrażowe produkcje animowane. Na ekranie zobaczyliśmy już właściwie całe zoo, od dinozaurów, przez mamuty, łosie, a na szczurach kończąc. Następny ma być robocik, Wall-E. Rewolucja? Bynajmniej.
Robert Zemeckis, reżyser znany między innymi z genialnego Forresta Gumpa czy trylogii Powrót do przyszłości zetknął się już kiedyś z animacją komputerową, przy okazji produkcji filmu Ekspress polarny. Jednakże ten film wpisywał się w ogólnohollywoodzki trend głoszący, że animacja komputerowa nadaje się tylko do tworzenia filmów dla dzieci, bądź, co najwyżej, dla całej rodziny.
Jednakże ten, który nie podejmuje nowych wyzwań, ten w gruncie rzeczy nie zasługuje na pamięć. Zemeckis chyba wziął sobie to do serca, a może wspomniał również godziny chwały, gdy tryumfy święcił Forrest Gump. Porwał się, można by powiedzieć, z motyką na słońce. Spróbował jeszcze raz rozpocząć historię ambitnego kina animowanego komputerowo. Z jakim efektem?
Przede wszystkim trzeba wspomnieć, że Beowulf dysponował niespotykanym w tej gałęzi produkcji filmowej budżetem. Dzięki stosikom zielonych starczyło nie tylko na zatrudnienie sprawnych grafików, ale również udało się ściągnąć głośne hollywoodzkie nazwiska do tej produkcji. Dzięki temu na liście płac widnieją takie postaci jak Angelina Jolie, Anthony Hopkins czy John Malkovich. Do tego doliczyć należy jeszcze bardzo znane w światku kompozytorów muzyki filmowej nazwisko Alana Silvestri’ego (m.in. Van Helsing czy cykl Tomb Rider). Do napisania scenariusza Zemeckis zaprosił m.in. szalenie popularnego pisarza Neila Gaimana, którego nazwisko jest synonimem świetnej, nietuzinkowej i bardzo rzadko grzecznej zabawy. Czy to się mogło nie udać?
Czytaj dalej ‘Cyfrowy bohater versus cyfrowy smok’
Najnowsze komentarze